Wiosenna wycieczka, czyli deszczowa Siurana
Wykasłuję płuca po powrocie z Hiszpanii, która za nic nie chciała być ciepła, choć nieco się starała i dwa razy widziałem słońce. Wylecieliśmy z Wrocławia w niedzielę, 6-go kwietnia i przez tydzień mroziliśmy tyłki w Siuranie – hiszpańskim końcu świata, z jednodniową przerwą na pod-wycieczkę do Barcelony. Wróciliśmy do Wrocławia w kolejną niedzielę, 13-go kwietnia, błogosławiąc wrocławskie zawrotne 17 stopni Celsjusza. Sie-dem-naś-cie! Ze wspinania niewiele wyszło – tu za zimno, tam za trudno, tego nie chcemy, a jak owe dwa razy słońce wyszło to akurat byliśmy pijani, albo planowaliśmy być – bo hiszpańskie wino dobre jest i tanie. Zresztą piwo również. Doskonałym pomysłem było wynajęcie samochodów – świetnie jak powszechnie wiadomo, chronią przed deszczem. I jeżdżą. Mam kilka zdjęć żywych ludzi. Ale najpierw góry z góry, czyli chmury. Ludzie w lipcu.


