Z życia ynteligentów:
I1: …jakby to powiedziec…nie mam glosnikow w pracy…ani przy komputerze, ani przy laptopie…ups
I2: Ojej. To jak słuchacie niemieckich marszy wojskowych na dobry początek dnia? Przez radiowęzeł?
I1: co znaczy to slowo marsze?, bo dopóki tego nie wiem, nie mogę
stwierdzic czy zart jest smieszny i trafiony czy passe:)))
I2: Marsz, to wg. Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Marsz_%28muzyka%29”
To się wydarzyło naprawdę.
Nie powtarzajcie tego w domu, jesteśmy wytrenowanymi specjalistami…
ICE I’d like to share my quick thought about is the one that stands for In Case of Emergency, not for frozen water, although frozen water is involved. Let’s get it short. Isn’t it a little bit funny and ironic, that in most cases ICE phonebook entry will point to one’s wife/husband phone number?
OK. It was very short. And very simple.
Pacyfistę wychowałem.
M: Ja nie będę się uczyć.
K: To pójdziesz do wojska. Na dwa lata.
M: Ja chcę. A Ty też pójdziesz?
K: Tak, ale ja będę telefonistą.
M: Dlaczego telefonistą?
K: Nie trzeba strzelać.
M: To co Ty będziesz telefony robić?!
K: Nie, będę odbierać. Będę sobie siedzieć i odbierać i nic nie robić. I nie będę strzelać.
Albo dekownika.
Dłuższa chwila milczenia.
M: Robiłem coś fajnego. 2 roki temu.
K: 2 roki to 2 lata.
M: No to 1 lato.
K: 1 lato to 1 rok.
M: No to nie, 2 miesiące.
K: 2 miesiące to 60 dni.
I sobie pogadali.
Wykasłuję płuca po powrocie z Hiszpanii, która za nic nie chciała być ciepła, choć nieco się starała i dwa razy widziałem słońce. Wylecieliśmy z Wrocławia w niedzielę, 6-go kwietnia i przez tydzień mroziliśmy tyłki w Siuranie – hiszpańskim końcu świata, z jednodniową przerwą na pod-wycieczkę do Barcelony. Wróciliśmy do Wrocławia w kolejną niedzielę, 13-go kwietnia, błogosławiąc wrocławskie zawrotne 17 stopni Celsjusza. Sie-dem-naś-cie! Ze wspinania niewiele wyszło – tu za zimno, tam za trudno, tego nie chcemy, a jak owe dwa razy słońce wyszło to akurat byliśmy pijani, albo planowaliśmy być – bo hiszpańskie wino dobre jest i tanie. Zresztą piwo również. Doskonałym pomysłem było wynajęcie samochodów – świetnie jak powszechnie wiadomo, chronią przed deszczem. I jeżdżą. Mam kilka zdjęć żywych ludzi. Ale najpierw góry z góry, czyli chmury. Ludzie w lipcu.


