Archive for the ‘Personal’ Category

Marche

Posted on the October 16th, 2008 under Z życia ynteligentów by Konrad Żak

Z życia ynteligentów:

I1: …jakby to powiedziec…nie mam glosnikow w pracy…ani przy komputerze, ani przy laptopie…ups

I2: Ojej. To jak słuchacie niemieckich marszy wojskowych na dobry początek dnia? Przez radiowęzeł?

I1: co znaczy to slowo marsze?, bo dopóki tego nie wiem, nie mogę
stwierdzic czy zart jest smieszny i trafiony czy passe:)))

I2: Marsz, to wg. Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Marsz_%28muzyka%29

To się wydarzyło naprawdę.
Nie powtarzajcie tego w domu, jesteśmy wytrenowanymi specjalistami…

Hot ICE idea

Posted on the September 8th, 2008 under Miscalenous, Personal by Konrad Żak

ICE I’d like to share my quick thought about is the one that stands for In Case of Emergency, not for frozen water, although frozen water is involved. Let’s get it short. Isn’t it a little bit funny and ironic, that in most cases ICE phonebook entry will point to one’s wife/husband phone number?

OK. It was very short. And very simple.

Wojsko

Posted on the July 2nd, 2008 under Droga do szkoły by Konrad Żak

Pacyfistę wychowałem.

M: Ja nie będę się uczyć.
K: To pójdziesz do wojska. Na dwa lata.
M: Ja chcę. A Ty też pójdziesz?
K: Tak, ale ja będę telefonistą.
M: Dlaczego telefonistą?
K: Nie trzeba strzelać.
M: To co Ty będziesz telefony robić?!
K: Nie, będę odbierać. Będę sobie siedzieć i odbierać i nic nie robić. I nie będę strzelać.

Albo dekownika.

2 lata

Posted on the July 2nd, 2008 under Droga do szkoły by Konrad Żak

Dłuższa chwila milczenia.

M: Robiłem coś fajnego. 2 roki temu.
K: 2 roki to 2 lata.
M: No to 1 lato.
K: 1 lato to 1 rok.
M: No to nie, 2 miesiące.
K: 2 miesiące to 60 dni.

I sobie pogadali.

Wiosenna wycieczka, czyli deszczowa Siurana

Posted on the April 17th, 2008 under Climbing, Friends, Personal by Konrad Żak

Wykasłuję płuca po powrocie z Hiszpanii, która za nic nie chciała być ciepła, choć nieco się starała i dwa razy widziałem słońce. Wylecieliśmy z Wrocławia w niedzielę, 6-go kwietnia i przez tydzień mroziliśmy tyłki w Siuranie – hiszpańskim końcu świata, z jednodniową przerwą na pod-wycieczkę do Barcelony. Wróciliśmy do Wrocławia w kolejną niedzielę, 13-go kwietnia, błogosławiąc wrocławskie zawrotne 17 stopni Celsjusza. Sie-dem-naś-cie! Ze wspinania niewiele wyszło – tu za zimno, tam za trudno, tego nie chcemy, a jak owe dwa razy słońce wyszło to akurat byliśmy pijani, albo planowaliśmy być – bo hiszpańskie wino dobre jest i tanie. Zresztą piwo również. Doskonałym pomysłem było wynajęcie samochodów – świetnie  jak powszechnie wiadomo, chronią przed deszczem. I jeżdżą. Mam kilka zdjęć żywych ludzi. Ale najpierw góry z góry, czyli chmury. Ludzie w lipcu.

Zapora

Matterhorn

Grań